RSS

sztuka apolińska

Czytane nocą...


Temat: wskazanie piotrowe
Don Salvadore
Znowuż Ci się Salciu kochany koperty zborsuczyły i co Twoja cycata a Divina
Gala Muza Okrutna dostać miała, u mnie teraz na biurku leży i się wybebasza,
wybebesza, tym Twoim o muzyce zdaniem, tym okrutnem słowem o muzyki zniknieniu
i jej zapomnieniu. Wiem że listy to piszesz, jako ja, żeby wszystki ludzie
czytali i Chwistki paskudne lat przyszłych zdychały z zawiści nad naszą
inteligencja, więc Ci odpowiem, co o Rubiku'm pomyslał, kiedym pierwszy raz
Oratoriem bez pysk, po góralsku zebrał.
Otóż, wierszem najpierw pomyślałem, bo słowa co w oratorium onem są, moc
poetyczna, poezyjną, apollińska z mych lędźwi wyrwały i kazały odpór stawić
rymom prostem. Dam Ci go tutaj, niech Ci go służka na mowe hidalgów przełoży:

Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd i mgławic dalekich spirale,
Gdy mu muzyczka skądiś gra,
A on gdzieś przy powale wydusza miliony pluskwich gniazd,
Gdy beznadziejność dusi jak ohyda i śmierdząca zmora,
Gdy człowiek sobie siebie widzi jako cuchnącego własnym sosem, ach, potwora -
Może to wszystko przejdzie, ach, a może nie,
W każdym razie to jest wszystko bardzo fe

Takiez to mysli Rubiko Ksiązkowe muzyki maltretowanie wzbudiło we mnie,
prowadząc w gąszcz rozmyślań o muzyce jako takiej, muzyce rubicznej,
gargantuicznie skażonej P O S P O L I T O Ś C I Ą, co juz od progu zalatuje
kuchenną ścierą i niepranym fartuchem Maryny, która przy patefonie wije się i
pląsa, jak myśli, że nie patrzę. I wyszło mi, ze Dla muzyki jako Czystej - nie
bebechowato pojmowanej - Sztuki mam najgłębszy szacunek, jak dla każdej ze
sztuk w ogole, mimo że ich sam prawie w ogole nie potrzebuję (z muzyką jestem w
złych stosunkach osobistych): przestalem ja muzycznie pojmowac i albo mnie
nudzi jako nieartykułowany chaos, albo nieprzyjemnie bebechowatym swym
elementem denerwuje. Wszystko jest przesycone drgajacymi na wierzchu krwawymi
bebechami, które krzycza, wyją jecza, zawodzą i ryczą. I te bebechy Rubikowe,
te Ksiązkowe ekskrementa, to żaden, Don Salvadore powód, by muzykę
ekstrminować, by formę poważną destrukcji poddawać. To znak li jedynie, że ktoś
O Wąsaty Apologeto Nicości, spierdolił Ci radiolę.

Twój Mahatma Witkac
dano w Zakopanem 29.01.07
<piffo, nict, H25OH, xxx>


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,20715,56339327,56339327,wskazanie_piotrowe.html



Temat: rok ważki


Joanna wrote:
Nie wiem, czy wypada wtykać nos w rozmowę między dwojgiem,


Wypada, wypada.


1. To ciekawa rozmowa o bagażu kulturowym, jaki nosimy, i od
którego nie sposób się chyba uwolnić, bo przecież tkwi on w
języku (najbanalniejszy przykład - frazeologia biblijna czy
antyczna), a przecież poeci myślą "językiem", słowem, frazeologią
właśnie.


Ależ przekleństwo :) Myślenie metaforą jest może i przyjemne, ale
mocno uciążliwe dla otoczenia. Nie daje się unikać znaków o nieco
bardziej rozbudowanych konotacjach; na szczęście moja rodzina potrafi
się śmiać z moich dowcipów:
"Jeden hipopotam, o imieniu Teddy, odwraca sie do drugiego hipopotama,
dajmy na to o imieniu Fred, i mowi:
- Nie moge sie oswoic z mysla, ze juz piatek" :)


Z drugiej strony ostatnie sto lat w literaturze (i sztuce w
ogóle) to poszukiwanie oryginalności i świeżości. Zakończone
postmodernizmem, czyli przyznaniem się do porażki w tej
dziedzinie.


Troszkę upraszczasz :) Nie będę się buntował; z wiatrakami walczę
tylko w piatki ;)


2. Halina  ciepło pociesza Wilka, że możliwe jest ukazanie
poprzez słowo poetyckie własnej niepowtarzalności.


A wilk upiera się że własna niepowtarzalność jest ewokowana (nie
znoszę tego słowa, choć miśkowo się btw kojarzy) również cytatami nie
do unikniecia; natomiast zgadza się że ciężar znaczeniowy utworu nie
moze mieścic się jedynie w cytacie.


To chyba pragnienie każdego, kto chwyta za słowo i zaczyna
mówić/pisać o sobie. Przecież u źródeł tkwi horacjańskie "exegi
monumentum", co Szymborska już całkiem współcześnie nazwała
"zemstą ręki śmiertelnej" ("Radość pisania") czy "podstawieniem
nogi czasowi" ("Ludzie na moście").
Ach, te nasze ludzkie marzenia o nieśmiertelności bodaj w
literaturze :-))


Że powtórzę za pewnym kasztelanem: "Usypcie mi po smierci maleńki
kurhanik" ["Mirmiłku, nie desperuj"] ;) Nieśmiertelnosć nie jest
istotniejsza niż tu i teraz ["Anakin, skup się na TU i TERAZ" ;);
zresztą widać to równiez u Horacego, który plącze się w zeznaniach: z
jednej strony (skoro juz jesteśmy przy lekturach okołoszkolnych) jego
apollińską odę przeciwstawia się 'Pogardzie dla...' Safony, bo przecie
człowiek to człowiek, byle wypełniał swoje przeznaczenie, a z drugiej
strony poeta to inny człowiek zasługujacy na monumenta (które sam
sobie wystawia ;).


3. I gdzieś w powietrzu wisi jeszcze jeden aspekt poezjowania -
poetycka skaza patrzenia na świat.
 Jest taki wiersz J.Tuwima, który o tym mówi:
[...] Czy to już tak zawsze ze wszystkiego
Będę słowa wyrywał w rozpaczy,
I sitowia, sitowia zwyczajnego
Nigdy już zwyczajnie nie zobaczę?"


O, to właśnie :) Nikt, pewnie nawet sama autorka [:)] nie chciał
zauwazyć tego aspektu w ostatnio ciagniętym za uszy wierszu Anny.


To takie melancholijne, ale przypomnijmy sobie dramat Męża z
"Nie-Boskiej komedii", który obserwując nieszczęście ukochanej
osoby, jest świadomy, że poeta tkwiący w nim cały czas "układa
dramat".


Oj, to chyba nie jest najlepszy przykład, ale służę podpowiedzią:

Poeta

Zaroiło się w sadach od tęcz i zawieruch;
Z drogi! - Idzie poeta - niebieski wycieruch!
Zbój obłoczny, co z światem jest - wspak i na noże!
Baczność! - Nic się przed takim uchronić nie może!
Słońce - w cebrze, dal - w szybie, świt - w studni, a zwłaszcza
Wszelkie dziwy zza jarów - prawem snu przywłaszcza.

Rad Boga między żuki wmodlić - do zielnika,
Gdzie się z listem miłosnym sam jelonek styka!...
Świetniejąc łachmanami - tym żwawszy, im golszy -
Nie bez wróżb się uśmiecha do grabu i olszy -
I widziano w dzień biały tego obłąkańca,
Jak wierzbę sponad rzeki porywał do tańca!
A tak zgubnie porywać, mimo drwin i zniewag -
Zdoła tylko z otchłanią sprzysiężony śpiewak.
Żona jego, żegnając swój los znakiem krzyża,
Na palcach - pełna lęku do niego się zbliża.
Stoi... Nie śmie przeszkadzać... On słowa nawleka
Na sznur rytmu, a ona płochliwie narzeka
"Giniemy... Córki nasze - w nędzy i rozpaczy...
A wiadomo, że jutro nie będzie inaczej...
Wleczesz nas w nieokreślność... Spójrz - my tu pod płotem
Mrzemy z głodu bez jutra, a ty nie wiesz o tem!" -
Wie i wiedział zawczasu!... I ze łzami w gardle
Wiersz układa pokutnie - złociście - umarle -
Za pan brat ze zmorami... Treść, gdy w rytm się stacza,
Póty w nim się kołysze, aż się przeinacza.
Chętnie łowi treść, w której łzy prawdziwe płoną -
Ale kocha naprawdę tę - przeinaczoną...
I z zachłanną radością mąci mu się głowa,
Gdy ujmie niepochwytność w dwa przyległe słowa!
A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą -
I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!...

I po tym samym niebie - z tamtej ułud strony -
Znawca słowa - Bóg płynie - w poetę wpatrzony.
Widzi jego niezdolność do zarobkowania
I to, że się za snami tak pilnie ugania !
Stwierdza z zgrozą, że w chacie - nędza i zagłada -
A on w szale występnym wiersz śpiewny układa !
I Bóg, wsparty wędrownie o srebrzystą krawędź
Obłoku, co się wzburzył skrzydłami, jak łabędź -
Z łabędzia - do poety, zbłąkanego we śnie -
Uśmiecha się i pięścią grozi jednocześnie!


Oto przekleństwo tej z pozoru niewinnej zabawy, jaką jest
układanie wierszyków :-)

4. Bardzo Was lubię, Wy Wszyscy Nadwrażliwcy Słowa!


I wzajemnie :)

w.


Źródło: topranking.pl/1510/rok,wazki.php